Moim dzisiejszym gościem jest Agata Roczniak – kobieta z uśmiechem, która akceptuje to, na co nie ma wpływu, która inspiruje swoim życiem, a jest w nim trochę postrzelona. Wielu zadziwia, że można, choć obiektywie wydaje się odwrotnie. Agata poszukuje inspiracji u innych, lubi zagłębiać się w meandry umysłu, tajniki zachowań ludzkich. Zawodowo zajmuje się zdrowym odżywianiem. Aktywatorka, nie zmęczona, choć ma pod górkę. Lubi świat i ludzi. Porusza się na wózku, bo choruje na rdzeniowy zanik mięśni, poza tym pływa, kocha i jest kochana. Przełamuje bariery w głowie.

Agato, jesteś mamą i pierwszą kobietą w Polsce (jeśli nie na świecie?), która urodziła z SMA. Jakie są konsekwencje tej decyzji?

Konsekwencje? Lepiej do mnie trafia „jaką poniosłam odpowiedzialność” – całkiem sporą. 

To, że mam mniej zdrowia – już tak nie pamiętam, jak to, że urodziłam wspaniałe dziecko, które nadało jeszcze większy sens mojemu życiu. Tak, to było moje marzenie z dzieciństwa. Nie patrzę już wstecz, że przed ciążą mogłam więcej przejść, dłużej postać czy szybciej zregenerować siły. Miłość dziecka wynagradza „te odpowiedzialności”. Czuję się spełniona.

Kuba, mój syn, odważnie podchodzi do życia, jest silny, z poczuciem humoru. Pomagamy mu z mężem, by jak najlepiej mógł wkroczyć w dorosłe, samodzielne życie.

Rok temu dowiedziałam się, że nie jestem jednak pierwszą kobietą, która urodziła dziecko w Polsce. Jest nią Krystyna, która jest ode mnie starsza o dziesięć lat. Miałyśmy okazję poznać się w szpitalu podczas prowadzenia terapii na SMA. Dziesięć lat temu, gdy szukałam praktycznie wszędzie takich informacji o ciężarnych z SMA , to nie znalazłam ich. Dziś można powiedzieć,  że jestem jedną z pierwszych kobiet z SMA, która urodziła dziecko, a która najszczerzej o tym opowiedziała w social mediach. 

Obecnie jest nas już kilkanaście w Polsce. Być może moja opowieść o zajściu w ciążę, finalnie o urodzeniu Kuby, zainspirowała inne kobiety do podjęcia tej odważnej decyzji. Niemożliwe, staje się możliwe, tak to widzę.

 

Jak wobec tego wygląda Twoje życie codzienne?

Jest bardzo aktywne. Nie chodzę, więc staram się latać. 

Czasami trudno mi się przyznać, że jestem zmęczona, że mi się nie chce. Rodzice nauczyli mnie, by czerpać  z życia, by nie poddawać się, gdy spotyka mnie trudność. Codzienność, a właściwie każdy dzień  to dla mnie pewien plan – zacząć i skończyć go tak samo – z uśmiechem.

 W wielu czynnościach życiowych pomaga mi druga osoba. Rano towarzyszy mi Pani Gosia, w pracy Ula, po południu jesteśmy już razem w domu, z moim wspaniałym mężem Piotrem i synem Kubą. Na co dzień pracuję w fundacji polskiedzieci.org, gdzie pomagam młodocianym w budowaniu zdrowych nawyków żywieniowych, pozyskuję środki finansowe, by tą piękną i ważną ideę jeszcze szerzej realizować. Dużo fizycznie ćwiczę, by czuć się dobrze, by zatrzymać SMA. Inspiruję ludzi, by również w sobie przełamywali bariery, by chciało im się chcieć. Poddać się jest łatwo, natomiast radość wymaga wysiłku, jak mawiał mój przyjaciel śp. Bartłomiej Skrzyński.

Myślę, że ja po prostu lubię zmagać się z życiem, z krawężnikami, z ciałem, które często mnie nie słucha. Ja wsłuchuję się w nie, by jak najlepiej nim kierować, współpracować z nim. To mi w życiu najlepiej wychodzi.

Bardzo się cieszę, bo ponad dwa lata temu zainspirował się moją codziennością znany dokumentalista, Krzysztof Rogulski. Zaprosił mnie, by wystąpić w jego filmie, w którym będziemy przyglądać się historią mojego szczęścia. Niebawem opublikujemy zrzutkę, bo potrzebujemy wsparcia  na produkcję filmu. Będę miała dla moich najbliższych, dla osób które szukają inspiracji swój „non omnis moriar”, czyli pamięć na zawsze.

Agato, Ty uśmiechasz się chyba nawet przez sen - jesteś inspirującą, piękną kobietą . Co motywuje Cię do takiego życia?

Patrycja, bardzo dziękuję za Twoje uznanie.

Z uśmiechem jest tak jak z nauką nowych nawyków. A uśmiech to akurat dobry nawyk, który warto budować, który warto „podawać dalej”. 

Uśmiech to taka krzywa, która wszystko prostuje. Gdy się uśmiecham do lustra, do innych ludzi to zdobywam zaufanie, życzliwość i przyjazną relację. W wielu sytuacjach uśmiech mi po prostu pomaga. Skuteczniej znajduję właściwą osobę, którą proszę o pomoc, szybciej nawiązuje relację. Uśmiech zbliża do rzeczy, które wydają się na pierwszy rzut oka nie do zrealizowania. 

Nawyk szybko wchodzi w krew, a gdy jeszcze można tym zarażać innych to moja motywacja jest podwójna.

Samo życie motywuje mnie, by z niego czerpać, by poszukiwać w nim inspiracji, by wykorzystać nadarzające się okazje, by pomimo strachu żyć, a nie uciekać! 

Życie nie jest pełne przeciwności losu. Życie traktuje jak przygodę losu, wtedy mój umysł jest bardziej otwarty, kreatywny, więcej akceptuję, częściej żyję z wdzięcznością. Mam właśnie takie nastawienie. Poza swoim światem, tym wewnętrznym, jest coś jeszcze… inne światy innych nas.

Moim światem, który mnie inspiruje, napędza do działania, powoduje, że jeszcze szerszą przyjmuję perspektywę  – są moi najbliżsi – mąż, syn, mama, przyjaciele i znajomi. Bez relacji z nimi, stałabym w miejscu, a przecież uwielbiam się przemieszczać. 

Czym jest kryzys w Twoich oczach?

Momentem zawieszenia. Głębokiego spojrzenia w siebie. Etap, w którym dowiaduję się o sobie, że jestem bez mocy, że nie mam w danej chwili mocy sprawczej. A czasami wręcz, że nie mogę niczego zrobić. 

Ten stan często w pierwszym odczuciu jest nie do zniesienia, bo jak to nie mogę nic zrobić? Jak to nie mam rozwiązania na dany kryzys? To może potrwać, to jest normalne, trzeba to przeczekać. 

Jest to trudne, ale to ma swój sens. Przychodzi etap akceptacji, a następnie umysł otwiera się na zmianę. Kryzys jest dla mnie lekcją pokory i wytrwałości. Gdy wiem, co jest dla mnie trudne, wiem, jak z tym później pracować. Kryzys rozwija. Kryzys pomaga w szukaniu rozwiązań i w byciu ze sobą w prawdziwym kontakcie.

A gdybyś miała złotą rybkę, która spełniałaby jedno Twoje marzenie, to co byś wybrała?

Chciałabym przetańczyć całą noc na dyskotece z najbardziej wytańczonymi moimi przyjaciółmi.

Piękne… „Modelka na wózku” - można usłyszeć, ale również zobaczyć Ciebie przy współpracy z fundacją Ewy Minge. Jak to się stało, że nawiązałyście współpracę?

Chciałyśmy spełnić swoje marzenia. 

Ewa moje, a ja jej.  Ewa pomagała od wielu lat osobom z niepełnosprawnością, uczyła sztuki projektowania ubioru, ale robiła to w „podziemiach”, ja natomiast pracowałam kilka lat, by ktoś z branży modowej właśnie mnie zauważył i… stało się, spotkaliśmy się! Ewa zaprosiła mnie na swój pokaz mody houte couture w Warszawie. Zaistniałam jako nietypowa modelka u najbardziej znanej i cenionej na całym świecie projektantki mody. Obie udowodniliśmy, że warto mieć marzenia, a „modelka na wózku” może równie pięknie prezentować stroje, jak te modelki poruszające się na własnych nogach. Polacy nauczyli się doceniać piękno i przestali bać się inności. To było przełamanie barier.

Dalej współpracujemy z Ewą. Jestem w radzie jej fundacji Black Butterflies. Misją Fundacji jest nieść nadzieję i pomoc osobom chorym, przewlekle i nowotworowo, w przechodzeniu przez chorobę do zdrowia i/lub spełniania marzeń, aby dawać świadectwo obecności piękna i mocy we wnętrzu każdego człowieka.

 Prowadzę w fundacji spotkania motywacyjne, kiedy tylko czas mi na to pozwala. To mnie też rozwija i motywuje, by być dla podopiecznych fundacji pewnego rodzaju drogowskazem. To duża odpowiedzialność i przyjemność.

Jaką rolę odgrywa duchowość w Twoim życiu?

Bardzo ważną. To zaczęło się od filozofii i studiów. Wtedy zaczęłam przechodzić własne granice myślenia, poznałam filozofię transcendencji. Później poszłam na studia z zakresu psychologii społecznej. I tak zostało mi do dzisiaj. Poszukuję w psychologii samopoznania, bo gdy łatwiej jest żyć ze sobą samym, to łatwiej jest nam dogadać się z innymi.

Moje życiowe motto to: jestem szczęśliwa w takim stopniu, w jakim się na to decyduję.

Z jaką myślą budzisz się każdego dnia?

…że chce mi się wstać, że to będzie dobry dzień! Staram się wysyłać dobrą energię najpierw do siebie, a następnie do innych i świata zewnętrznego.

Wstaję, by…

kochać, pracować, dawać drugiemu człowiekowi uśmiech i wiarę, że świat i ludzie w nim są dobrzy, choć nie zawsze są gotowi na to, by się tym dobrem dzielić.

Agato, Twoja mądrość i skromność mnie onieśmiela. Dziękuję, że podzieliłaś się swoim pięknym światem. Życzymy Ci wielu słonecznych dni, pełnych uśmiechu, radości, ale i siły do codziennego przełamywania barier. 

 Aby być na bieżąco – śledź Facebooka Universon, a jeśli jesteś nową osobą koniecznie zobacz pozostałych wyjątkowych gości w zakładce Blog.